Co wywołało niszczycielską powódź w Nepalu i Tybecie? Naukowcy wyjaśniają

Źródło zdjęcia, Prakash MATHEMA / AFP via Getty Images
- Autor, Pawan Raj Paudel
- Stanowisko, BBC News Nepali
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Gwałtowne powodzie na pograniczu Nepalu i Tybetu doprowadziły do śmierci lub zaginięcia ponad tysiąca osób. Według nepalskich władz w kraju potwierdzono co najmniej 475 ofiar śmiertelnych.
Brakuje informacji o losie setek innych osób, w tym zagranicznych turystów. Według chińskich mediów państwowych w powiecie Gyirong - po tybetańskiej stronie granicy - zaginionych jest 558 osób, w tym 260 obcokrajowców.
Gdy w środę rozpoczęła się powódź, Keshav Prasad Baral był w domu z żoną.
„Potężna fala błota pędziła prosto na nas," mówi 68-latek, który trafił do szpitala. Wspomina, że gdy żywioł wtargnął do ich domu, próbował chwycić żonę za rękę. Nie udało się: porwał ją nurt.
„Moja żona wciąż leży gdzieś pod warstwą błota," dodał Nepalczyk. „Już jej nie ma".
Władze Nepalu przypuszczały początkowo, że przyczyną katastrofy było trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,4 w pobliżu granicy.
Amerykańska Służba Geologiczna (USGS) podała jednak w czwartek, że zamiast trzęsienia ziemi doszło do „zapadnięcia się lodowca i zejścia lawiny gruzowo-błotnej". Według USGS wywołało to „katastrofalne skutki w dalszym biegu rzeki".
Ta wersja wydaje się zgodna z obserwacjami, którymi podzielili się z BBC pracownicy nepalskiego Departamentu Hydrologii i Meteorologii.
Analizowane przez urząd zdjęcia wydają się ukazywać wielką masę lodu, prawdopodobnie z lodowca. Masa oderwała się od zbocza po tybetańskiej stronie granicy i runęła w dół, porywając ze sobą skały i osady.
Władze Nepalu przypuszczają, że w rezultacie doszło do uwolnienia znacznych ilości wody i powstania potężnego spływu gruzowego.
Jedna z głównych hipotez zakłada, że materiał skalny stworzył naturalną tamę na rzece Lhende. Gdy nagromadzona woda przerwała zaporę, powstała niszczycielska fala pędząca w dół biegu rzeki.

Źródło zdjęcia, Prabin RANABHAT/AFP via Getty Images
Niektórzy eksperci ostrzegają jednak, że dowody na wystąpienie takiej blokady są wciąż ograniczone.
Basanta Raj Adhikari, badacz katastrof z Uniwersytetu Tribhuvan w Nepalu, powiedział nepalskiemu serwisowi BBC, że przed nadejściem powodzi nie odnotowano spadku poziomu wody w rzece Lhende. Byłaby to typowa oznaka zablokowania biegu rzeki w górę jej nurtu.
Adhikari przekonuje, że powódź mogła być bezpośrednim skutkiem lawiny lodowo-skalnej wywołanej przez zawalenie się lodowca.
Ostrzegł również przed ryzykiem „drugiej i trzeciej fali" katastrofy.
„Na razie nie mamy pewności," powiedział. Dodał, że jest w kontakcie ze współpracownikami w Tybecie, którzy monitorują tamtejszą sytuację.
„Obecnie nie ma intensywnych opadów deszczu, ale nadal mogą pojawić się osuwiska," stwierdził.
Inną możliwą przyczyną powodzi było gwałtowne opróżnienie się jeziora lodowcowego - np. wskutek przerwania bariery utworzonej z lodu, skał lub osadów.
Według niektórych glacjologów najnowsze dowody wskazują jednak, że nie jest to najbardziej prawdopodobna hipoteza.
Rola zmian klimatu
Nie jest jasne, co spowodowało oberwanie się masy lodu - choć jednym z czynników mogły być zmiany klimatu.
Simon Cook, glacjolog z szkockiego University of Dundee, mówi, że podobne zdarzenia miały w ostatnich latach miejsce w Himalajach, Szwajcarii i włoskich Dolomitach.
Tłumaczy, że globalne ocieplenie może prowadzić do rozmarzania i degradacji wieloletniej zmarzliny, która pomaga utrzymać stabilność wielu zboczy górskich.
Według Cooka prowadzi to do „destabilizacji ekosystemów wysokogórskich": częstszych osuwisk, spływów gruzowych, zwiększonego odpływu wód roztopowych, obrywania się lodowców i powodzi wywołanych przerwaniem barier na jeziorach polodowcowych.
Również Adhikari przyznaje, że skutki zmian klimatu są coraz bardziej widoczne.
Według danych ONZ z 2023 roku nepalskie lodowce straciły w ciągu poprzednich 30 lat niemal jedną trzecią objętości. W latach 2011–2020 lodowce topniały w tym kraju o 65% szybciej niż w poprzednim okresie badawczym.
Dlaczego Nepal i Tybet to region wysokiego ryzyka?

Źródło zdjęcia, Reuters
Według ekspertów pogranicze Nepalu i Tybetu jest szczególnie podatne na klęski żywiołowe.
Znajduje się tam wiele z najwyższych gór świata, rozległe lodowce, pola śnieżne i strome, niestabilne zbocza. Rzeki odprowadzające wodę z Wyżyny Tybetańskiej spływają gwałtownie głębokimi dolinami, zanim dotrą do zamieszkanych obszarów Nepalu.
Według naukowców stwarza to warunki do występowania „łańcuchów katastrof", w których jedno zdarzenie wywołuje kolejne.
Ich ryzyko zwiększa dodatkowo sezon monsunowy: intensywne opady deszczu destabilizują zbocza i oddziałują na lodowce, pola śnieżne i systemy rzeczne.
Ulewy powodują zapadanie się lodowców, mas lodowych i pól śnieżnych. Powstałe osuwiska mogą blokować rzeki. Gdy te tymczasowe tamy pękają, mogą wywołać niszczycielskie powodzie.
Czy można zapobiec podobnym katastrofom?
Zdaniem ekspertów nie da się całkowicie zapobiec osuwiskom, lawinom i obrywom lodowcowym. Można jednak ograniczyć ich skutki.
W szczególnie narażonych dolinach i blisko jezior polodowcowych coraz częściej instaluje się systemy wczesnego ostrzegania. Dają one władzom cenny czas na przeprowadzenie ewakuacji.
Naukowcy podkreślają też, że kluczowa jest lepsza współpraca transgraniczna: źródła wielu zagrożeń dla Nepalu leżą w trudno dostępnych rejonach Tybetu.
„Gdyby źródło znajdowało się w Nepalu, moglibyśmy je dostrzec stąd. Jednak w przypadku takich zdarzeń konieczne jest usprawnienie systemu wymiany informacji między państwami," stwierdził Adhikari.
W dłuższej perspektywie najskuteczniejszą formą ochrony może być przesiedlenie niektórych mieszkańców.
„Można przenieść osady położone nad brzegami rzek, identyfikując wcześniej obszary o wysokim stopniu zagrożenia," mówi Thakuri.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Opracowanie: Joanna Kozłowska








