Putin pozostaje nieugięty wobec Ukrainy, ale czy w Rosji zmienia się debata o wojnie?

Źródło zdjęcia, Reuters
- Autor, Steve Rosenberg
- Stanowisko, Redaktor ds. Rosji
- Data publikacji
- Czas czytania: 5 min
Gdyby Rosja Władimira Putina miała oficjalne hasło, jakie by ono było?
„Rosja jest taka, jaka jest, i nie wstydzimy się tego pokazywać," powiedział mi kiedyś w wywiadzie minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.
To pasuje.
Ale niedawno usłyszałem jego zaktualizowaną wersję od weteranki rosyjskiej muzyki pop i folk, Nadieżdy Babkiny.
Po odebraniu nagrody od prezydenta Putina Babkina powiedziała publiczności na Kremlu: „Rosja nigdy się nie podda dzięki naszemu niezwykłemu, wieloetnicznemu kodowi genetycznemu… który trzyma nas wszystkich razem.
„A każdy, komu się to nie podoba," dodała — „może się otruć".
Pod wieloma względami zdanie „mogą się otruć" oddaje Rosję roku 2026 — bez przeprosin, bez skruchy i bez kompromisów.
Tak jak sam Władimir Putin.
Od czasu wydania rozkazu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę przywódca Kremla nie okazał żalu ani skruchy z powodu decyzji o ataku na sąsiedni kraj — i nie wykazuje zamiaru zakończenia działań wojennych.
W tym tygodniu Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak rakietowy i dronowy na Ukrainę.
Atak nastąpił w przeddzień corocznego Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu — wydarzenia, które ma prezentować Rosję światu.
Wpływowi zachodni inwestorzy i politycy od dawna już tam nie przyjeżdżają. Organizatorzy twierdzą jednak, że udział wezmą delegacje z ponad 130 krajów i terytoriów.
Dla państwa szukającego zagranicznych inwestycji ponad cztery lata wojny z sąsiednim krajem nie wydają się najlepszą reklamą.
Ale — jak już ustaliliśmy — „Rosja jest taka, jaka jest". Forum czy nie, ataki na Ukrainę trwają.
Publiczne stanowisko Putina wobec wojny pozostaje niezmienne. Nadal domaga się, by Ukraina oddała Rosji kontrolę nad całym Donbasem.
Władimir Putin się nie zmienił. Zmieniło się jednak coś na Kremlu.
I ma to związek z Donaldem Trumpem.
W ubiegłym roku rosyjscy urzędnicy wydawali się przekonani, że prezydent USA pomoże doprowadzić do porozumienia pokojowego na Ukrainie na warunkach Moskwy. Innymi słowy — że Donald Trump wywrze presję na Kijów, by zaakceptował maksymalistyczne żądania Rosji.
Po ubiegłorocznym szczycie USA–Rosja w Anchorage na Alasce rosyjscy urzędnicy przez wiele miesięcy z entuzjazmem mówili o „duchu Anchorage" — jakby Donald Trump i Władimir Putin osiągnęli wzajemne porozumienie w sprawie Ukrainy korzystne dla Moskwy.
Jednak żadne porozumienie pokojowe się nie pojawiło.
„Nie wiem nic o duchu Anchorage," powiedział niedawno rosyjskiej telewizji państwowej doradca Putina ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow. „Nigdy nie używałem tego określenia."
To był sygnał, że „duch Anchorage" — jeśli nawet nie zniknął całkowicie — to przynajmniej zaczął się ulatniać.

Źródło zdjęcia, EPA
To może być jeden z czynników napędzających wyraźną frustrację Władimira Putina.
Jest ich jednak znacznie więcej.
To, co przywódca Kremla postrzegał jako krótkotrwałą „specjalną operację wojskową", przerodziło się w krwawą wojnę na wyniszczenie, która trwa już piąty rok. Od lutego 2022 roku Rosja poniosła ogromne straty na polu walki, doznała poważnych szkód gospodarczych i technologicznego regresu.
Co więcej, wojna zbliżyła się do samej Rosji. Ukraińskie drony docierają dziś głęboko na terytorium kraju. Regularnie atakowane są rafinerie ropy naftowej i inna infrastruktura energetyczna. W ubiegłym miesiącu duży ukraiński atak dronowy na obwód moskiewski pokazał, że możliwe jest przełamanie obrony przeciwlotniczej wokół rosyjskiej stolicy.
W obawie przed kolejnymi atakami ograniczono tegoroczną paradę z okazji Dnia Zwycięstwa na Placu Czerwonym 9 maja.
Ponad cztery lata wojny i tysiące międzynarodowych sankcji wywarły ogromną presję na rosyjską gospodarkę. Deficyt budżetowy rośnie, a gospodarka pogrąża się w stagnacji.
Jak Kreml odpowiedział na te wyzwania?
Nie poprzez ograniczenie „specjalnej operacji wojskowej". Wręcz przeciwnie.
Sądząc po ostatnich zmasowanych rosyjskich nalotach na ukraińskie miasta, odpowiedzią jest eskalacja.
Kreml oczywiście nie przyznaje się do odpowiedzialności za taki rozwój wydarzeń. Oskarża Kijów, twierdząc, że Rosja reaguje na niedawny ukraiński atak na akademik w Starobilsku, w okupowanej części wschodniej Ukrainy. Według oficjalnych danych zginęło tam 21 studentów.
Ukraińska armia poinformowała, że zaatakowała kwaterę elitarnej rosyjskiej jednostki dronowej Rubikon w Starobilsku. Nie podała jednak, czy chodziło o ten sam budynek, o którym mówi Rosja.
Zakończenie wojny wydaje się dziś równie odległe jak wcześniej.
W poprzednich latach prezydent Putin wykorzystywał wystąpienia podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu do przedstawiania swojej wizji świata i ponawiania krytyki Zachodu. W Petersburgu ma spotkać się z redaktorami naczelnymi międzynarodowych agencji informacyjnych oraz wygłosić główne przemówienie.
Czy tegoroczne forum posłuży mu do zasygnalizowania zmiany stanowiska wobec Ukrainy? Jak dotąd nic na to nie wskazuje.
W samej Rosji pojawiają się jednak oznaki coraz szerszej debaty publicznej na temat tego, czy nie nadszedł czas, by zakończyć wojnę.
Widać to nawet w silnie kontrolowanym rosyjskim krajobrazie medialnym.
Politolog Wasilij Kaszyn napisał niedawno w czasopiśmie „Russia in Global Affairs", powiązanym ze środowiskiem rosyjskiej polityki zagranicznej: „Cel eliminacji antyrosyjskiego reżimu na Ukrainie jest na obecnym etapie zasadniczo nieosiągalny bez pełnej okupacji militarnej całego kraju, w tym jego zachodniej części, przez długi czas. Dla Rosji jest to technicznie niemożliwe."
Kilka dni później prorządowy tabloid „Moskowskij Komsomolec" cytował komentatora politycznego Aleksandra Nosowicza: „Środowisko ekspertów jest podzielone między tych, którzy opowiadają się za kontynuowaniem specjalnej operacji wojskowej aż do osiągnięcia celów, a tych, którzy uważają, że nadszedł czas, by ją zakończyć, ponieważ najgorszym scenariuszem nie jest nawet porażka, lecz niekończąca się specjalna operacja."
Na łamach tej samej gazety prawnik Dmitrij Krasnow argumentował, że w historii Rosji „to przegrane wojny i upokarzające rozejmy regularnie prowadziły do nowych przełomów, reform i — co zaskakujące — nowych zwycięstw… duże straty geopolityczne bywały czasem bardziej użyteczne niż spektakularne triumfy".
W kraju, którego narodowa tożsamość opiera się na idei Rosji jako państwa zwycięzców i zwycięstw, publikacja takiego tekstu była zaskakująca.
Czy sugerował on, że Rosja powinna zakończyć wojnę w Ukrainie bez osiągnięcia swoich celów?
Kilka dni później próbowałem ponownie przeczytać artykuł online.
„Błąd 404. Strona nie została znaleziona" — pojawiło się na ekranie. Dostęp został zablokowany.
Debata może i istnieje. Ale wyraźnie ma swoje granice.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska











